Wizerunkowe wtopy Arsenalu. Jak nie funkcjonować we współczesnym sporcie

W ostatnich dniach piłkarscy kibice przede wszystkim żyli transferowymi doniesieniami. Deadline Day to właściwie ulubiony dzień dla tych, którzy uwielbiają transfery w futbolu. Było kilka ciekawych transakcji na ostatnią chwilę i parę sensacyjnych doniesień. Jednak nic nie zbliżyło się nawet do informacji, która wręcz wstrząsnęła światem piłki. Nie chodziło tu niestety o żaden spektakularny transfer, a o zwolnienie pracownika klubu. Arsenal postanowił pożegnać się z maskotką klubu, czyli kibicem, który wcielał się przez 27 lat w rolę Gunnersaurusa.

Zwolnienie Gunnersaurusa

Od 1993 roku Jerry Quy przebierał się za dinozaura i uczestniczył w życiu klubu z Emirates Stadium jako maskotka. W ostatni dzień okienka transferowego świat obiegła informacja, że Gunnersaurus stracił pracę. Kibice nie kryli swojego oburzenia decyzją Arsenalu i dali wyraz niezadowoleniu w mediach społecznościowych. Władze klubu na pewno nie przypuszczały, że ta decyzja odbije się tak szerokim echem w świecie futbolu. Uznali po prostu, że gdy na stadionie nie ma widowni, maskotka nie jest potrzebna, więc z niej zrezygnowali. Jakże nierozsądne było to zachowanie, biorąc pod uwagę zarobki zawodników, zwłaszcza tych, którzy nie dają zespołowi nic, a pobierają gigantyczne pieniądze. Ty również możesz odebrać dodatkowe pieniądze, wykorzystując bonusy powitalne do bukmacherów.

Nic dziwnego, że Arsenal oszczędność niewielkiej kwoty okupił gigantycznym nadszarpnięciem wizerunku. Ostatnimi czasy The Gunners są idealnym przykładem tego, jak nie zarządzać klubem w dzisiejszym świecie. Uczyć mogliby się chociażby od Sevilli, która błyskawicznie wykorzystała nadarzającą się okazję na swoją korzyść. Jako że był to ostatni dzień okna transferowego, Sevilla poinformowała, że zakontraktowała Gunnersaurusa i teraz maskotka będzie występowała w nowych barwach. Tak się działa we współczesnych mediach.

Mesut Oezil na ratunek

Szukający cięć kosztów Arsenal jest wyśmiewany, że powinien obniżyć płace zawodnikom zamiast zwykłym pracownikom klubu. Tu mieli na myśli przede wszystkim Mesuta Oezila, którego wysokość kontraktu odwzorowuje jego umiejętności sprzed lat, zaś forma sportowa zupełnie nie idzie z tym w parze. Jakież musiało być zdziwienie klubu, kiedy pomocną dłoń do Gunnersaurusa wyciągnął właśnie Niemiec. Zapewne któryś z jego współpracowników podpowiedział mu, co należy w tej sytuacji zrobić i Oezil może w tej sytuacji wyjść jako jedyny z twarzą.

Niemiecki pomocnik nie jest już kluczową postacią w Arsenalu, ba nawet nie jest potrzebną postacią. Wielu krytykuje go, że powinien opuścić drużynę, więc ostatnimi czasy nie cieszył się specjalnie popularnością wśród kibiców. Teraz jednak zaproponował, żeby Gunnersaurus utrzymał swoją posadę, a on pokryje koszty jego zatrudnienia. Oezil dzięki takiemu manewrowi zyskał w oczach kibiców, sam nie odczuje straty finansowej, a przy okazji pogrążył włodarzy Arsenalu. Wszystko zostało dobrze przemyślane i widać, że niemieckiemu playmakerowi udało się jednocześnie wbić szpilkę klubowi, a przy tym zebrać oklaski od postronnych obserwatorów. W mediach wszyscy ogrywają Arsenal. Nawet ich właśni piłkarze.

Kolejna porażka wizerunkowa

Ostatnimi czasy Arsenal sam strzela sobie w stopę. Na boisku zaczęło to jakoś wyglądać, więc ktoś w zarządzie uznał, że nie może tak być, że wszystko się układa. Przed akcją z maskotką, pracę straciło ponad 50 klubowych pracowników. Klub argumentował to cięciem budżetu spowodowanym koronawirusem, jednak nie da się ukryć, że zostało to kiepsko odebrane w społeczności piłkarskiej. Teraz Arsenal będzie musiał się mocno postarać, żeby zmazać te plamy na swoim wizerunku. Ewentualnie poczekać, aż ludzie o tym zapomną, ale dwa wybryki takiego kalibru w tak krótkim odstępie czasu… Może najpierw osoby zarządzające tym przybytkiem powinny spróbować nie zepsuć czegoś kolejnego. Przynajmniej do końca roku. Mogą też liczyć na to, że postawa drużyny na murawie przyćmi wyczyny klubu poza nią. W każdym przypadku nie wygląda to najciekawiej.