Rewelacja ligi czyli jak zmienia się Pogoń Szczecin pod wodzą Runjaicia.

Ile znaczy cierpliwość wobec trenera?

W Szczecinie pierwszy raz od niepamiętnych czasów kibice widzą swój klub w pierwszej trójce na półmetku rozgrywek. Do przerwy zimowej pozostały trzy spotkania i istnieje nawet szansa na to, że Pogoń wejdzie w nowy rok jako lider Ekstraklasy. Jak to się stało, że klub, którego najwyższym celem ostatnich lat było zakwalifikowanie się do grupy mistrzowskiej, dziś jest jednym z lepszych zespołów Ekstraklasy? Odpowiedź jest prosta – Kosta Runjaić. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że po ponad dwóch latach kierowania Pogoń to jego drużyna. Widać jego wpływ na grę zawodników oraz na to jakich piłkarzy szczeciński klub ma w swoich szeregach. Kto by pomyślał, że we wrześniu ubiegłego roku dywagowano nad tym czy trener nie powinien pożegnać się z posadą?

Grupa trzymająca władzę

Pogonią po raz pierwszy zarządzają odpowiedni ludzie. Prezes Jarosław Mroczek znany jest z tego, że zależy mu na klubie i bardzo angażuje się w jego funkcjonowanie. Nie jest osobą, która chce  być najważniejszą osobą w firmie. Nigdy nie będzie sam decydował jakiego piłkarza kupić, jakiego się pozbyć, albo kto ma grać lub nie. Mroczek doskonale wie na czym się zna, a na czym nie i umie określić podział obowiązków. Przede wszystkim jednak chce inwestować w Pogoń i tym różni się od swoich poprzedników oraz właścicieli wielu klubów w Polsce.

Gdy zaczynał swoją działalność w Pogoni, ta dopiero się odbudowywała po degradacji do IV ligi. Mroczek został głową klubu 1 lutego 2011 roku, gdy Portowcy znajdowali się w dolnej połowie tabeli I ligi. Półtora roku później drużyna wróciła do Ekstraklasy i w pierwszym sezonie udało jej się utrzymać. Od tamtego czasu w polskiej lidze istnieje podział na grupę mistrzowską i spadkową, a Pogoń z jednym wyjątkiem zawsze kończyła rozgrywki w pierwszej ósemce. Progres zauważalny gołym okiem.

Ponadto prezesowi znakomicie układa się współpraca z dyrektorem sportowym i jednocześnie prezesem Akademii Pogoni Szczecin Dariuszem Adamczukiem. To właśnie były reprezentant Polski odpowiada w dużej mierze za transfery z i do klubu. Konsultuje to oczywiście z zespołem skautów oraz z prezesem Mroczkiem, a na końcu zostaje jeszcze trener Runjaić. Niemiecki szkoleniowiec określa jakiego zawodnika potrzebuje i na jaką pozycję, a resztą zajmuje się Adamczuk.

Dyrektor sportowy zajmuje się też zarabianiem na klub. Mianowicie stoi za sprzedażą Jakuba Piotrowskiego do Genk za dwa miliony euro oraz Sebastiana Walukiewicza do Cagliari za pięć milionów. Nie jest to łatwe zajęcie, bo jak zaznaczał sam Adamczuk negocjacje z włoskim klubem trwały prawie pół roku. W Pogoni istnieje prosty podział: prezes dba o finanse, pion sportowy dba
o drużynę, a trener pracuje nad tym, żeby ładnie to ze sobą spiąć.

Oprócz znakomitego zarządzania zespołem należy dwóch wspomnianych panów pochwalić za spokój. Nie wykonywali pochopnych ruchów, gdy Pogoń zaliczyła mocny falstart w zeszłym sezonie. W większości klubów Ekstraklasy Runjaić zostałby zwolniony po serii ośmiu meczów bez wygranej. Tym bardziej, że Portowcy znów byli predystynowani do walki o wysokie cele,
a podobnie jak rok wcześniej jeszcze pod wodzą Macieja Skorży dotykali dna tabeli. Jednak jak podkreślał Dariusz Adamczuk, temat zmiany trenera nie pojawił się nawet na dwie sekundy. To pokazuje jakim zaufaniem darzony jest główny bohater tego tekstu.

Pogoń-Szczecin-celebrująca-kolejną-bramkę-1024x576 Rewelacja ligi czyli jak zmienia się Pogoń Szczecin pod wodzą Runjaicia.

Pogoń to drużyna, którą w końcu chce się oglądać

O reprezentacji Polski mówi się, że jest to kadra, której mecze ogląda się z większą przyjemnością niż przez wiele ostatnich lat. To samo można stwierdzić patrząc na grę Pogoni. Zauważalne są wzorce czerpane z Bundesligi, a konkretnie ze szkoły Jurgena Kloppa. Wysoki pressing, częste zmiany rozpiętości gry, konwergencja formacji  i szybkie kontrataki. Można śmiało powiedzieć, że Pogoń jest drużyną, która stara się grać w piłkę, tak jak należy, a nie tak jak się uda. Atrakcyjna gra jest skutkiem pracy Kosty Runjaicia, ale najważniejsze jest to, że idą z nią w parze wyniki.

Czy Kosta wpisuje się w grupę świetnych piłkarzy, którzy nie potrafili zostać dobrymi trenerami?Gdy obejmował Pogoń, okupowała ona ostatnie miejsce w lidze, a szczecinianie oglądali najgorszą drużynę od lat. Niektórzy nawet spisali Granatowo-Bordowych na straty i zastanawiali się czy po spadku, da radę szybko wrócić do najwyższej ligi. Tymczasem do stolicy województwa zachodniopomorskiego przyjechał trener z prawdziwego zdarzenia i nikt nie spodziewał się, że od teraz wszystko będzie wyglądało inaczej. Niemiec na swój sukces pracował długo i dochodził do niego stopniowo. Nie wszyscy byli optymistycznie nastawieni na zagraniczną myśl szkoleniową. Dało się usłyszeć opinie, że wprowadzi to sporo zamieszania w szatni oraz na treningach i nie wiadomo było czy ten plan wypali.

Wprawdzie odprawy są prowadzone po angielsku i w takim języku też bezpośrednio z trenerem komunikują się zawodnicy. Jakoś oznak zamieszania trudno się dopatrzyć. Ale po kolei. Wspominałem, że do sukcesu Kosta dochodził stopniowo. Udało się wydźwignąć zespół z dołu tabeli, ale na koniec i tak czekała go batalia w grupie spadkowej. Z jednej strony źle, bo lepiej byłoby być bezpiecznym już wcześniej. Z drugiej strony gdy Pogoń wchodziła do grupy mistrzowskiej, to dla niej sezon się kończył i więcej zwycięstw swojej drużyny kibice nie uświadczyli. Ostatecznie w grze o utrzymanie Portowcy spisali się bez zarzutu i można było w spokoju przygotowywać się do nowej kampanii.

Przed jej startem zmieniono dyrektora sportowego. Maciej Stolarczyk zrezygnował z tego stanowiska, by spełnić swoje marzenie i zająć się trenowaniem – konkretnie Wisły Kraków. Fani Pogoni przyjęli tę wiadomość z wielkim entuzjazmem, bo Stolarczyk ich zdaniem nie wywiązywał się należycie ze swoich obowiązków. Do tego stopnia, że uznali jego odejście za najlepszy transfer od lat. Nie wiedzieli, że to dopiero początek dobrych wiadomości. Pozbycie się niechcianych graczy, zakontraktowanie na stałe Adama Buksę i sprowadzenie Radosława Majewskiego to kolejne z nich. Ostatnim zakupem był Zvonimir Kożulj, który petardą miał okazać się dużo później, ale fakt, że przyszedł za 300 tysięcy euro z takiego klubu jak Hajduk Split napawał optymizmem.

Nie od razu Rzym zbudowano

Następnie przyszedł czas na przygotowania i obozy przedsezonowe, które zawodnicy chwalili, mimo że podkreślali ich trudy. Sparingi w wakacje dawały do zrozumienia, że w Szczecinie powstaje coś większego. I mimo buńczucznych zapowiedzi na temat wysoko obranych celów, ponownie Pogoń wystartowała fatalnie. Z tą jednak różnicą, że zanim ruszyły rozgrywki, przytrafiła się tam plaga kontuzji. Co gorsza oberwali piłkarze stanowiący wtedy trzon zespołu – Załuska, Delev, Fojut. To mocno wpłynęło na mierne początkowe wyniki. Dariusz Adamczuk, który przejął schedę po swoim koledze Stolarczyku stara się szybko reagować na takie nieoczekiwane wypadki, więc wtedy sprowadzono Ikera Guarrotxenę. Już po pierwszym występie Hiszpana było wiadomo, że to dobre posunięcie. Pech Pogoni osiągnął taką skalę, że również Iker szybko doznał kontuzji. Na dodatek Michał Żyro, który przyszedł ugasić pożar w ostatni dzień okienka transferowego, wypadł z gry na przedmeczowej rozgrzewce przed swoim debiutem. To jeszcze nie koniec. Z gry na pół roku musiał zrezygnować kapitan, Adam Frączczak przez zdiagnozowane zmiany w przysadce mózgowej. Istne armagedon.

Usprawiedliwia to poniekąd wyniki osiągane przez Pogoń na starcie poprzedniego sezonu. Kibice nie mogli mieć pretensji do Runjaicia, a bardziej do zawodników, którzy mimo równej walki
i odpowiedniego przygotowania, zwyczajnie nie punktowali. Trener jak i cały klub mieli ogromnego pecha. Być może zabrzmi to banalnie, ale piłkarze w tamtym trudnym okresie mówili, że wierzą w swoje umiejętności i wiedzą, że karta zaraz się odwróci, bo sami znają swoje możliwości i widzą co się dzieje na treningach. Trzymali się razem i razem przebrnęli ten etap. Odbili się od dna w najtrudniejszym momencie, bo podczas meczu z liderem Ekstraklasy. Później za jednym dobrym wynikiem poszły kolejne i rozpoczął się przyspieszony marsz w górę tabeli. Pewność siebie wzrosła, kontuzjowani zawodnicy wrócili do treningów i znów byli dostępni.

Portowcy poszli za ciosem i szybko przerodzili się z outsiderów w poważnego kandydata do górnej połowy tabeli. Tam też zakończyli rundę zasadniczą, mimo że po pierwszych kolejkach nikt by na to nie postawił. Jedyną rysą na postaci niemieckiego trenera może być pożegnanie starego stadionu. Ostatni mecz na przestarzałym obiekcie był sporym wydarzeniem w Szczecinie i na zakończenie zebrał się komplet publiczności. Być może waga tego wydarzenia, albo liczba widzów splątała nogi zawodnikom, bo przegrali sromotnie 0:3. To jedyny mecz, do którego można się przyczepić, bo później pierwszy raz na serio Pogoń potraktowała rundę finałową. Do ostatnich kolejek liczyła się nawet w walce o upragnione w Szczecinie europejskie puchary, ale na to przyjdzie jeszcze poczekać. Moim zdaniem krócej niż się wszystkim sceptykom wydaje.

Pogoń-Szczecin-celebrująca-kolejną-bramkę-1024x576 Rewelacja ligi czyli jak zmienia się Pogoń Szczecin pod wodzą Runjaicia.

Kosta Runjaić czyli szkoleniowiec pełną gębą

Tu przychodzi sezon 19/20. Letnie okno to kolejny majstersztyk w wykonaniu władz Pogoni. Bramkarz z prawdziwego zdarzenia, który uratował już niejeden mecz i nosi przydomek „Ośmiornica”. Dante Stipica nie raz był bohaterem i jeszcze nie raz nim będzie. Do tego dwóch obrońców Triantafyllopoulos i Zech, którzy bezbłędnie się uzupełniają i posadzili na ławce Igora Łasickiego, który przyszedł z Napoli. Okazało się, że życie bez Walukiewicza jednak istnieje. Do tego fantazja i polot w ofensywie w postaci Spiridonovicia i mamy drużynę wzniesioną dzięki transferom o jeden poziom wyżej. Tak się to robi na zachodzie Europy, tak się to robi na zachodzie Polski. Fakt znalazł się jeden nietrafiony zakup – napastnik Manias, ale stosunek udanych transferów do chybionych przed erą Adamczuka prezentował się zgoła odwrotnie. Poza tym Buksa jest w dobrej formie, więc grecki „snajper” nikomu nie wadzi.

Pogoń dobrze weszła w rozgrywki i to weszła nie byle jak. Po raz pierwszy od 30 lat wygrali na Łazienkowskiej z Legią. Później piłkarze potwierdzili swoją formę i maszyna zaczęła się rozpędzać. Drużyna Runjaicia mieszała niemiecki futbol z włoskim, bo skupiali się głównie na zachowaniu czystego konta i ich zwycięstwa nie były okazałe, ale okazuje się, że te jednobramkowe też są za trzy punkty. Być może tego właśnie brakowało w tej ekipie. Konsekwentnej i skutecznej gry w defensywie. Gdyby nie pojedyncze wpadki z Rakowem Częstochowa i Wisłą Płock na własnym stadionie, można by powiedzieć, że sezon układa się wręcz wspaniale. Już i tak jest bardzo dobrze, bo Portowcy dwa razy siedzieli w fotelu lidera i biją się o czołowe lokaty. Żadna drużyna oprócz Legii, nie podjęła się otwartej gry w piłkę przeciwko Pogoni. A Wojskowi wyszli na tym nie najlepiej, bo z dwiema porażkami.

O ile w Szczecinie nie pojawi się kolejny kataklizm urazów, można spokojnie obstawać przy tym, że Pogoń zakończy rok 2018 na podium. Czy Pogoń można zaliczyć do grona zespołów overachievers? Nie wydaje mi się. Zaryzykuję być może tym stwierdzeniem, ale na ten moment jest to drużyna, która kandyduje do europejskich pucharów i nie będzie żadnego zaskoczenia, jeśli w końcu jej się to uda. Jeśli utrzyma się trend fantastycznego okresu letnio-transferowego, a po Kostę Runjaicia nie zgłosi się żaden klub z Bundesligi (krajowe opcje zostały już wykluczone) Granatowo-Bordowi zrobią kolejny krok w rozwoju. Już po dwóch latach widoczne jest odciśnięte piętno niemieckiego szkoleniowca, więc dobrze byłoby dać mu co najmniej kolejne dwa. Cierpliwość, czas, zaufanie. Trzyskładnikowa recepta Pogoni Szczecin na kompletne odmienienie funkcjonowania struktur klubowych. Nie zostało opatentowane, można korzystać.