O co chodzi Espanyolowi?

Drużyna, która jest jednocześnie pierwsza i ostatnia

Ten mniej znany klub z Barcelony jest w tym sezonie bardzo ciekawym przypadkiem. Wiadomo, że kluby, które nie za często grają w europejskich pucharach, mogą mieć problem z występowaniem na kilku frontach jednocześnie. Często bywa tak, że dobry występ na arenie międzynarodowej okupiony jest gorszą postawą na krajowym podwórku. W efekcie kolejny awans przykładowo do Ligi Europy jest niemożliwy i jakaś inna drużyna zajmuje to miejsce. I tak się to kręci, kluby niepotrafiące połączyć dwóch ważnych rozgrywek, skupiają się tylko na jednych. Niemało takich przypadków już było i niemało również jeszcze będzie. Jednak Espanyol to prawdziwy ewenement. W Lidze Europy wygrali swoją grupę zostawiając za plecami mistrzów Węgier, Bułgarii oraz CSKA Moskwę i szykują się do fazy pucharowej. Z kolei w lidze hiszpańskiej osiedli na samym dnie tabeli i zamiast ponownej kwalifikacji do pucharów muszą postarać się o to, by pozostać w La Lidze.

Szczęście debiutanta

Przygoda z Ligą Europy jest pierwszą dla Espanyolu. W przeszłości zdarzało im się występować
w Pucharze UEFA, ale po reorganizacji i zmianie szyldu rozgrywek do tej pory nie udało się zagrać z zagranicznymi przeciwnikami o stawkę. Ostatnim razem na arenie europejskiej grali w sezonie 2006/2007 i wspominają ten czas bardzo dobrze. Doszli do finału Pucharu UEFA i ulegli tylko swoim rodakom z Sewilli. Po drodze pokonywali takie zespoły jak Ajax, Benfica i Werder Brema, więc nie była to łatwa ścieżka. W najważniejszym meczu padł remis i musiały zadecydować rzuty karne, ale w nich lepsza była Sevilla FC. W tym roku już żeby znaleźć się w fazie grupowej Ligi Europy, musieli przebrnąć przez kwalifikacje i to przez aż trzy rundy. Najpierw rozprawili się ze Stjarnanem z Islandii, wygrywając 7:1 w dwumeczu, a później wyeliminowali szwajcarskie Luzern pokonując ich 6:0. W ostatniej rundzie już tak łatwo nie było, bo trafili na ukraińską Zorię Ługańsk, która była bardziej doświadczona w tych rozgrywkach. W dwumeczu lepszy okazał się jednak Espanyol, który wygrał 5:3 i Katalończycy mogli zacząć świętować awans do fazy grupowej.

W niej trafili na kluby, które w swoich krajach odnoszą wielkie sukcesy. Ferencvaros na Węgrzech, CSKA w Rosji i Ludogorets w Bułgarii. Jak większość grup ta z literką H była dość wyrównana. Cztery zespoły o podobnym potencjale gwarantują ciekawe mecze i tak też było. W pierwszej kolejce nastąpił podział punktów między Ferencvarosem i Espanyolem (1:1), a Ludogorets rozbił CSKA aż 5:1. Po drugiej serii spotkań mniej więcej zaczęło się klarować jak będzie wyglądała sytuacja. Espanyol również poradził sobie z CSKA (2:0), a piłkarze z Razgradu ponownie wysoko wygrali, tym razem 3:0 z Ferencvarosem. Jasne stało się, że najgroźniejszym przeciwnikiem Hiszpanów będzie zespół bułgarski i w trzeciej kolejce miało dojść między nimi do bezpośredniego starcia. Niespodziewanie 1:0 wygrał je Espanyol i znalazł się na pierwszym miejscu w grupie. Okazja dla Ludogorca do rewanżu miała się nadarzyć bardzo szybko w Barcelonie, ale to co wydarzyło się w stolicy Katalonii było nie do przewidzenia.

Espanyol znajdujący się na przedostatnim miejscu w tabeli La Liga rozgromił lidera bułgarskiej ekstraklasy 6:0 i byli już o krok od zapewnienia sobie awansu do kolejnej rundy. Podopieczni Pablo Machina zagrali najlepszy mecz sezonu i wszystko miało się od tamtej pory zmienić. Niestety okazało się, że to jednorazowy wyskok, a nie punkt zwrotny sezonu. W przedostatniej kolejce znowu zremisowali z Ferencvarosem na Węgrzech, a na sam koniec polegli u siebie z CSKA. Na ich szczęście rywale również pogubili po drodze punkty i ostatecznie Espanyol zakończył fazę grupową na pozycji lidera. Teraz czeka ich prawdziwy test, bo w 1/16 finału wylosowano  angielski Wolverhampton. Czeka ich ciężka przeprawa, a do tego czasu powinni się skupić na lidze hiszpańskiej, bo za sukces w Europie zapłacili klęską na własnym podwórku. A to już zaraz półmetek sezonu.

Jak nie dzielić obowiązków

Gdyby ktoś pokazał grę Espanyolu z Ligi Europy i porównał ją z grą w La Lidze, można by stwierdzić, że to dwie zupełnie inne drużyny. Trudno nie wyjść z takiego założenia patrząc też na wyniki w obydwu rozgrywkach. Wystarczy zaznaczyć, że w samej fazie grupowej, rozgrywając sześć meczów, zdobyli więcej punktów i strzelili tyle samo bramek, co podczas 17 spotkań ligowych. Drużyna Machina okupuje ostatnią pozycję w tabeli i nie zanosi się, żeby prędko miała opuścić strefę spadkową. Jak to się stało, że zespół tak fatalnie spisuje się przeciwko swoim ligowym rywalom, a w Lidze Europy idzie jak burza? Ano klub jest w trakcie przebudowy i okres przejściowy między jednym trenerem, a drugim zakończył się kompletną klapą. Trener Rubi po poprzednim sezonie przeniósł się do Realu Betis, a jego miejsce zajął dotychczasowy szkoleniowiec rezerw Espanyolu – David Gallego.

Niestety zakwalifikowanie się do Ligi Europy nie dało zbyt dużego kredytu zaufania. Priorytetem dla władz klubu są rozgrywki ligowe, a Gallego wygrał tylko jeden mecz w La Liga. Nawet wygrana w grupie z CSKA nie uchroniła go przed utratą pracy, gdy w kolejnym meczu przegrał
z przedostatnią w tabeli Mallorką. W jego miejsce przyszedł Pablo Machin, ale oprócz wygranych nad Ludogorcem i zwycięstwem z Levante także nie ma się czym pochwalić. Chyba, że rozpatrujemy remisy z Getafe i Betisem jako sukcesy, to wtedy być może. Na koniec roku 2019 Espanyol ma szansę wybić się przynajmniej z ostatniego miejsca,  bo zmierzy się z przedostatnim Leganes, które również uzbierało tylko 10 punktów od początku sezonu. Przed rundą rewanżową jest to prawdopodobnie ostatnia realna szansa na zdobycz punktową, bo zaraz po Nowym Roku podejmą w derbach Katalonii FC Barcelonę.

Od teraz do końcówki lutego mają spokój jeśli chodzi o podział obowiązków między ligę i puchary, więc najbliższe siedem spotkań mogą w pełni skupić się na utrzymaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Najważniejsze jest dla Espanyolu najbliższe starcie z Leganes, a później z Mallorką, bo są to główni przeciwnicy w walce o utrzymanie. Kto by pomyślał, że po swoim najlepszym sezonie od 14 lat Espanyol tak mocno poszybuje w dół. Siódmego miejsca z tą drużyną nie potrafili zająć nawet tak uznani trenerzy jak Pochettino, Valverde czy Sanchez Flores. Teraz nadszedł dla katalońskiego klubu najcięższy czas od awansu do Primera Division w 1994 roku. Dawno kibice Periquitos nie drżeli tak o to czy ich zespół pozostanie na tym poziomie.

Brak zabezpieczenia i rozmienianie się na drobne

Dla klubów drugiej kategorii najgorszym co może zrobić po dobrym sezonie jest sprzedaż najlepszych piłkarzy. Normalną rzeczą jest, że gdy drużynie idzie pomyślnie to niektórzy zawodnicy będą się szczególnie wyróżniać i przykują uwagę większych zespołów. Często zakusy zamożniejszych są na tyle skuteczne, że mniejsze kluby są zmuszone oddać swoją gwiazdę. Jednak to co zrobił Espanyol wskazuje na to, że włodarze sami są sobie winni. Oddali swojego najlepszego strzelca i ostoję defensywy niemal w tym samym czasie. Na Mario Hermoso połasiło się Atletico Madryt, a po Borję Iglesiasa zgłosił się Real Betis, który mimo że nie jest specjalnie większym klubem niż Espanyol miał w ręku argument w postaci trenera Rubiego, pod którym Iglesias wystrzelił z formą. Utrata takich kluczowych zawodników i do tego trenera, musiała się odbić na drużynie, ale władze klubu chyba nie spodziewały się, że aż tak bardzo.

Dodatkowo w ich miejsce nie sprowadzono odpowiednich zastępców. Espanyol zarobił na sprzedaży swoich gwiazd ponad grubo ponad 50 milionów euro, a mimo tego nie dokonał żadnego solidnego wzmocnienia. Na zakupy przeznaczono mniej niż 20 milionów, więc nawet nie połowę zarobionej kwoty. By załatać dziury kupiono obrońcę Fernando Calero za osiem milionów z Realu Valladolid oraz anonimowego w Europie napastnika Matiasa Vargasa z Velez Sarsfield za 10,5 miliona. Oprócz nich za darmo przyszedł Ander Iturraspe z Athletiku Bilbao i to on miał być największą wartością dodaną (320 występów dla Bilbao daje do myślenia), ale jak na razie więcej czasu spędza w klinikach rehabilitacyjnych niż na boisku. Calero dał już po sobie poznać, że póki co nie prezentuje tego poziomu co Hermoso, natomiast Vargas jest idealnym odwzorowaniem klubu, do którego przyszedł. Dobrze wygląda w rozgrywkach Ligi Europy, ale za nic nie potrafi tego przełożyć na ligę hiszpańską.

Jak widać w Espanyolu wszystko nałożyło się na siebie w zbyt krótkim czasie, a do tego zarząd nie zadbał o wcześniejsze zabezpieczenie się na takie ewentualności. Odejście trenera, a w jego miejsce zatrudnienie pracownika rezerw. Sprzedaż kluczowych graczy i sprowadzenie w ich miejsce mniej wartościowych odpowiedników. Na razie efekty widać gołym okiem, chociaż piłkarze nieźle próbują zamaskować sytuację zwycięstwami w Lidze Europy. Mimo wszystko podejrzewam, że odpadną już w dwumeczu z Wolves i pożegnają się z tymi rozgrywkami. To z jednej strony zawiedzie kibiców, ale też da możliwość na uratowaniu sezonu La Ligi. Cóż bowiem po sukcesie międzynarodowym, jeśli Espanyol spadnie do drugiej ligi? Sądzę, że ostatecznie klub z Barcelony się utrzyma, ale zaistniała sytuacja da do myślenia najważniejszym osobom i nie popełnią więcej takich błędów w zarządzaniu klubem.