Mario Balotelli mógł zostać legendą

Prezydent Brescii powiedział, że pozwoli odejść Mario Balotelliemu już w styczniu na zasadzie wolnego transferu. Gra włoskiego napastnika według niego nie pasuje do walki o utrzymanie. Występy w młodym wieku na najwyższym poziomie. Wspaniałe wzorce do naśladowania. Odpowiednie warunki rozwoju i… brak chęci do pracy. Tak w skrócie można opisać „Super Mario”. Balotelli nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, ale nie jak w wielu przypadkach z powodu kontuzji, albo braku talentu. Jemu po prostu się nie chciało ciężko trenować. Miał predyspozycje i sprzyjające otoczenie, czyli coś co chciałoby mieć wielu zawodników. Niestety nie skorzystał z nich, albo skorzystał tylko w pewnym stopniu.

Włoch wszak wciąż jest znanym piłkarzem i potrafi wykonywać swój zawód. Problem polega na tym, że bardziej niż jego boiskowe popisy, znane są jego pozasportowe wybryki. Puszczanie fajerwerków w domu czy rzucanie lotkami w juniorów Manchesteru City to u niego nic nadzwyczajnego. Ostatnio z tego typu „osiągnięć” najsłynniejszy był zakład o pieniądze z pewnym właścicielem skutera. Napastnik zapłacił 2,000 euro za to, żeby tamten wjechał swoim pojazdem do wody i zwyczajnie go utopił. Ten gość w przyszłym roku będzie miał 30 lat, a dalej zachowuje się jak za dawnych czasów. Z jednej strony dobrze, że pozostaje sobą, z drugiej warto byłoby w końcu wydorośleć.

Eksplozja talentu młodego napastnika czyli Mario Balotelli w Interze

Balotelli zadebiutował w barwach Interu Mediolan mając 17 lat. Najpierw wszedł z ławki w meczu ligowym, a kilka dni później grał w wyjściowym składzie w Pucharze Włoch, strzelając dwa gole Regginie. Przeciwnik niby nie najwyższych lotów, ale gdy w kolejnej rundzie pucharu dołożył dublet przeciwko Juventusowi, stało się jasne, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym. Jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności strzelił trzy gole w najwyższym poziomie rozgrywkowym we włoskiej piłce i zdobył z Roberto Mancinim mistrzostwo. Później do Mediolanu w jego miejsce przyszedł Jose Mourinho, aby kontynuować panowanie Nerazzurrich. Jego kadencja była ostatnim czasem do tej pory, gdy Inter rządził we Włoszech.

U portugalskiego menadżera Balotelli stał się ważnym ogniwem zespołu. Pobił rekord Obafemiego Martinsa i wieku 18 lat i 145 dni został najmłodszym strzelcem Interu w Lidze Mistrzów. W ataku mediolańczycy mieli znane nazwiska jak Ibrahimović, Adriano, Quaresma, Figo czy Crespo, ale tylko szwedzki gigant rozegrał więcej spotkań niż młody Balotelli. Zaraz za Zlatanem był drugim strzelcem zespołu z dziesięcioma trafieniami na koncie. „Niebiesko-Czarni” obronili tytuł mistrzowski i Mourinho okazał się być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Ibrahimović odszedł do Barcelony, a w jego miejsce przyszedł Samuel Eto’o. Oprócz kameruńskiej gwiazdy na Giuseppe Meazza zawitał Diego Milito z Genoi i konkurencja do gry zrobiła się nieco większa.

Mario spadł na trzecie miejsce pod względem występów i bramek w klubowej hierarchii, bo wyprzedziła go właśnie wspomniana dwójka. Sezon 2009/2010 był ostatnim i zarówno najlepszym w trakcie jego przygody z Interem. Oprócz trzeciego z rzędu scudetto Mourinho zapewnił klubowi z Mediolanu zdobycie Pucharu Włoch i co najważniejsze – Ligi Mistrzów. Po tym sukcesie zarówno Portugalczyk jak i Mario Balotelli opuścili europejską stolicę mody i rozjechali się w różne strony. The Special One przejął Real Madryt, a „Super Mario” wybrał się do Manchesteru City, gdzie dołączył do tego, u którego debiutował – Roberto Manciniego.

Gwiazda rozbłysła pełnym blaskiem – Transfer do Manchesteru City

Będąc już w Anglii przyznano mu nagrodę Golden Boy 2010, czyli innymi słowy został najlepszym młodzieżowym piłkarzem w Europie. Transfer za niemal 30 milionów euro na pewno mu w tym nieco pomógł, ale tak czy inaczej był to niezły początek przygody w City. To co najważniejsze było  jednak dopiero przed nim. Trzecie miejsce w Premier League i 1/8 finału Ligi Europy nie mogły zadowolić fanów „Obywateli”, ale pierwsze trofeum od prawie 40 lat już tak. Takim właśnie pucharem był FA Cup w sezonie 10/11. Balotelli zaraz za Carlosem Tevezem i obok Yayi Toure był najskuteczniejszym piłkarzem w drużynie. Mancini mu ufał, a on odpłacał się dobrą grą oraz zdobytymi bramkami. Razem obaj Włosi mieli dokonać wielkich rzeczy i właśnie tej wielkiej rzeczy dokonali w następnej kampanii.

Pierwsze mistrzostwo Anglii od 1968 roku i do tego zdobyte w tak dramatycznych okolicznościach. Budowa potężnej drużyny mogła być kontynuowana. Akcje Teveza spadły, ale to nie Balotelli był tym, który poprowadził Manchester City do końcowego triumfu, a Sergio Aguero do spółki z Edinem Dzeko. Włoski napastnik asystował przy golu przesądzającym o tytule i rozegrał swój najlepszy sezon w życiu, a mimo to i tak nie był pierwszym wyborem trenera. To nie był pierwszy moment, który wpłynął na karierę naszego bohatera. Na tournée poprzedzającym mistrzowski sezon Manchester City grał z Los Angeles Galaxy. Balotelli wychodząc w sytuacji sam na sam, zamiast wykończyć akcję strzałem, albo chociaż dograć komuś do pustej bramki wpadł na niezbyt mądry pomysł. Postanowił przyszpanować i zakończyć drybling efektowną bramką piętką. Problem w tym, że niespecjalnie mu to wyszło i piłka poturlała się obok słupka. Natychmiast po tym Mancini zdjął go z boiska, czym dał do zrozumienia, że w jego zespole nie ma miejsca na takie zachowania. Nic dziwnego, że Mario nie był później pewniakiem u swojego rodaka.

Po wygraniu Premier League przyszedł pierwszy poważny sprawdzian Balotelliego na arenie międzynarodowej. Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie było jego turniejem. Strzelił bramkę w fazie grupowej, później nie pomylił się z jedenastu metrów w konkursie rzutów karnych w ćwierćfinale, aż w końcu przesądził o losach półfinału przeciwko Niemcom. Najpierw wykończył strzałem głową dośrodkowanie Cassano, a później atomowym uderzeniem nie dał szans Neuerowi. W finale niestety Włosi ulegli Hiszpanom, ale wicemistrzostwo Europy to powód do dumy, a nie do smutku. Chyba jednak nie do takiego stopnia jak myślał Balotelli. Przestał się starać w klubie i to doprowadziło w ostateczności do jego odejścia. Pokłócił się z władzami klubu, został oskarżony
o złe sprawowanie na tle dyscyplinarnym i musiał zapłacić karę. Krótko mówiąc rozstatnie w nie najlepszych relacjach.

Nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. Balotelli w Milanie

Pod koniec stycznia 2013 roku A.C. Milan zapłacił 20 milionów euro za wykupienie Balotelliego
z Manchesteru City. Dla Rossonerich to był świetny „deal”, bowiem Mario odżył we Włoszech. Przez pół roku zdobył 12 bramek w 13 spotkaniach i wydawało się, że ten transfer to strzał
w dziesiątkę. Milan zajął trzecie miejsce w Serie A i nikt nie spodziewał się, że drużyna zaliczy taki zjazd. Wtedy nie uznawano tego za żaden sukces, a dziś kibice z San Siro marzą, aby zająć pozycję na podium. Ostatni dobry sezon Milanu, był przedostatnim dobrym dla Balotelliego. W następnej kampanii strzelił 14 bramek i dołożył dziewięć asyst w 30 meczach, więc był jednym z nielicznych graczy, którzy grali na dobrym poziomie. Klub jednak odpadł w 1/8 finału Champions League, a na koniec ligowych rozgrywek zajął najgorsze od niepamiętnych czasów ósme miejsce.

„Czerwono-Czarni” odstawali poziomem od Balotelliego i to zdecydowanie nie pasowało napastnikowi. Zdecydował się na przenosiny do Liverpoolu i to chyba najgorsza sportowa decyzja w jego przygodzie z piłką. Transfer do Liverpoolu niespecjalnie mu się opłacił. Podczas sezonu
w Anglii Balotelli zaprzepaścił wszystko to, co wypracował przez poprzednie lata. Premier League widocznie nie była mu pisana, bo zdobył tam tylko jednego gola. Biorąc pod uwagę pozostałe rozgrywki, w których Liverpool brał udział (Liga Mistrzów, Liga Europy, EFL Cup) dołożył tylko trzy trafienia, więc nie oszukując się nie był to dobry sezon. The Reds nie zdecydowali się oddać Włocha i Mario wrócił do Milanu. Tam powtórzył swoje „wyczyny” z Anfield i mu podziękowano. Coraz głośniej robiło się o tym, że Balotelli się skończył. Wygasła jego umowa z Liverpoolem, więc musiał poszukać miejsca do odbudowania się.

Przyszedł czas się pozbierać. Jak Balotelliemu poszło w Nice?

Wybór padł na Francję i Ligue 1. W OGC Nice stał się kluczowym elementem układanki. Przez dwa sezony strzelił ponad 40 bramek w niewiele ponad 60 spotkaniach. Odzyskał wiarę we własne umiejętności, ale nikt nie wierzył, że francuska liga jest wyznacznikiem dla wielkiej piłki. Jednak fakt pozostawał faktem, Balotelli wróćił do formy. Przez dwa sezony spisywał się znakomicie, ale chyba później znowu przestało mu się podobać, albo za dużo czasu spędził w jednym miejscu. Przez pierwszą połowę sezonu 2018/2019 zagrał 10 spotkań i ani razu nie trafił do siatki. Sądzono, że specjalnie gra słabo i w styczniu tego roku pozwolono mu odejść do Marsylii. Tam znów świetnie wpasował się w zespół i w 15 meczach zdobył osiem bramek, jednak zdecydował się na powrót w rodzinne strony.

Powrót do korzeni. Super Mario w Bresci

Żaden z wielkich klubów nie chciał u siebie niepokornego Mario, który nie palił się do ciężkiej pracy. Przyjęła go z otwartymi ramionami Brescia, która dzięki pierwszemu miejscu w Serie B awansowała do włoskiej ekstraklasy. Póki co spisuje się dość przeciętnie, ale w drużynie beniaminka nie jest łatwo błyszczeć. Tym bardziej nie będzie mu łatwo dźwigając za wiele kilogramów, bo oprócz walki z obrońcami będzie musiał walczyć z samym sobą. Dodatkowo sprawę utrudnia problem rasizmu we Włoszech, więc poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko.

Mario-Balotelli-Brescia-1024x563 Mario Balotelli mógł zostać legendą

„Super Mario” jest zdecydowany na pozostanie w tym zespole. Strzelił w barwach Brescii swoją 50 bramkę w Serie A i sądzi, że jego drużynę stać na utrzymanie w najwyższej lidze. W wywiadach brzmi już dość dojrzale, więc możliwe że w końcu udało mu się dojrzeć. W topowych klubach już raczej go nie zobaczymy, ale samemu zawodnikowi najbardziej zależy na wyjeździe na Euro 2020. Cóż to byłoby za zwieńczenie kariery Balotelliego, gdyby powtórzył na Mistrzostwach Europy swoje wyczyny sprzed ośmiu lat.